Miś P., jako postać zupełnie niewinna, stał się ofiarą dość przypadkową. Czyn, zagrożony karą dożywotniego pozbawienia łakoci (Art. 26 Domowego Kodeksu Karnego), popełniony został na oczach kilkunastu świadków, bez uprzedniego przygotowania, w afekcie i (jak zeznaje Krzysztof M.) zupełnie niechcący. W aktach sprawy znajdujemy zapis z przesłuchania, gdzie oskarżony twierdzi, iż "trzymał go delikatnie, a głowa sama odpadła". Ofiara, jak często się to zdarza, znalazła się w złej godzinie i w złym miejscu i o jej losie zadecydował przypadek połączony z porywczym charakterem oskarżonego.
Poszkodowany Miś P. jest znanym i szanowanym mieszkańcem Przedszkola i na co dzień współpracuje z grupą III (Pszczółki), do której należy nieletni. Oskarżony i poszkodowany znają się zatem, jednakże w wyniku przesłuchania wstępnego ustalono, że nie łączyły ich nigdy zbyt bliskie relacje towarzyskie lub zawodowe. Świadkowie zeznali, iż w kontaktach Krzysztofa M. i Misia P. nie występowały dotychczas niepokojące objawy, ani też nie odnotowano źródeł potencjalnych konfliktów. Trudno zatem dotrzeć do motywacji działania, jakimi kierował się oskarżony Krzysztof M., szczególnie że narzędzia zbrodni na miejscu nie odnaleziono. Prokuratura podejrzewa, że czyn został popełniony gołymi rękami, co skłania do dopuszczenia przypuszczeń obrony o afekcie lub przypadku.
Z medycznego punktu widzenia cała sprawa stanowi fenomen, który budzi duże poruszenie w świecie lekarskim. Mimo całkowitej dekapitacji Miś P. zachował życie i przytomny, choć w stanie ciężkim został przetransportowany do widzewskiego szpitala rodzinnego, gdzie profesor nauk medycznych Babcia M. przystąpiła niezwłocznie do operacji chirurgicznej polegającej na przyszyciu głowy do korpusu poszkodowanego. Operacja zakończyła się sukcesem. Stan chorego określa się jako stabilny. Obecnie jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Była to pierwsza tego typu operacja na terenie naszego miasta i wywołała duże zainteresowanie chirurgów z łódzkich szpitali.
Tymczasem w gmachu Domowego Sądu Rodzinnego przeprowadzono błyskawiczną rozprawę, dzięki której prokurator Tata M. i adwokat oskarżonego Hanna M. doprowadzili do ugody. Uwzględniona została dotychczasowa niekaralność Krzysztofa M., oraz jego nieposzlakowana opinia w środowisku przedszkolnym. W decyzji Sądu brała udział także dokumentacja dostarczona przez psychologa sądowego. Zrezygnowano z kary dożywotniego pozbawienia łakoci na rzecz daleko idących działań resocjalizacyjnych. Krzysztof M., po uzyskaniu zgody poszkodowanego, roztoczył nad Misiem P. pełen wachlarz działań w ramach opieki pooperacyjnej. Pod jego troskliwą i pełną skruchy opieką poszkodowany szybko wraca do zdrowia, co tylko utwierdza Sąd w przekonaniu o słuszności podjętej decyzji. Zaciekawienie naszej redakcji budzi fakt pogłębiającej się zażyłości między oprawcą i jego ofiarą. Psycholog sądowy wyraził niepokój, iż wszystko wskazuje na pojawienie się w ich relacjach syndromu sztokholmskiego. Pełna ocena sytuacji w tym zakresie wymaga jednak jeszcze czasu i stałej obserwacji.
Z najnowszych doniesień wynika, iż Miś P. w najbliższych dniach powróci do Przedszkola. Tymczasem nieletni Krzysztof M. w ramach zadośćuczynienia postanowił przekazać na rzecz Przedszkola, którego mieszkańcem jest Miś P., niebanalny dar w postaci książki o przygodach Misia Paddingtona. Podczas krótkiego wywiadu dla naszej redakcji Krzysztof M. wyznał, iż ma nadzieję, że dzięki zadośćuczynieniu uniknie publicznego ostracyzmu w Przedszkolu za pomocą czerwonej kropki na ogólnodostępnej tablicy zachowania.
Cała sprawa zdaje się być dość kontrowersyjna i pełna precedensów. Dlatego też redakcja Kronik kryminalnych zachęca czytelników do wyrażania opinii i zajmowania stanowiska w tej nietypowej i dramatycznej sprawie, która (jak można mniemać w oparciu o przekazane fakty) zakończyła się szczęśliwie.
Redaktor Mama K-M.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz