Kącik aktorów drugoplanowych - czyli nie samymi dziećmi żyje człowiek
Z ciekawych postaci, poza progeniturą, gromadzi mi się wokół domowego ogniska:
1. Małżonek - zwany Piterem odpowiedzialny za tę część genów moich dzieci, która zgrzyt zębów powoduje.
2. Suka bokserka o wdzięcznym imieniu Gamza, wiekowa jednakowoż psotna.
3. Kota Szopka przywleczona z pola namiotowego w Pieninach - podlotek, niespełna roczny, psotny na równi z suką.
4. Kurz i bałagan wszelaki, który robi się sam z siebie i nigdy nie daje się ogarnąć do końca, co każe mi wierzyć w to, że jest po pierwsze żywy, a po drugie złośliwy.
Dodatkowo w obszary rodzinne logują się regularnie: dziadek Grześ, babcia Tereska oraz kilka ciotek z wujami.
Ten kącik teatrzyku zamierzam zatem zagospodarować na różnorodne drobnostki, jakimi raczą mnie owe postacie. A potrafią zaleźć za skórę nie mniej niż moje urocze potwory :)
12-06-2014
Na specjalne życzenie cioci Oli - wieczorne tulaski. W ciągu dnia, z racji upałów, nie są możliwe, Szopa stanowczo odmawia czułości w ukropie, ale po zmroku...
17-05-2014 Urządzenie do drapania
12-06-2014
Na specjalne życzenie cioci Oli - wieczorne tulaski. W ciągu dnia, z racji upałów, nie są możliwe, Szopa stanowczo odmawia czułości w ukropie, ale po zmroku...
17-05-2014 Urządzenie do drapania
| Urządzenie - ty mnie tul! |
| Urządzenie - ty mnie drap! |
Dziś Szopka wreszcie jest kontenta. Jej ulubione urządzenie do drapania i karmienia o wdzięcznej nazwie - Hanna, po tygodniu pobytu w szpitalu wróciło do domu. Szopka nie była zadowolona z jego nieobecności, nieco także zdegustowana była samowolnym oddaleniem się sprzętu. Nikt jej w końcu nie pytał o zgodę, na dysponowanie jej własnością. Jednakże sprzęt wrócił i znów drapie i uzupełnia miski, zatem może zostanie mu wybaczone. Właścicielka szlachetnie i z godnością przyjmuje frykasy, pozwa umieszczać w misce różne pyszne kąski. Szopka domaga się dziś swojej własności na wyłączność, bo chce być niepodzielnym posiadaczem urządzenia. Nie pozwala na jego zbytnie oddalanie się ani na zajmowanie się innymi, niegodnymi - bo niekocimi czynnościami. Kocia własność godzi się na to z radością, olewając wszelkie inne aktywności wykraczające poza wierną służbę Jaśnie Oświeconemu Kotu. Na wypożyczenie nie ma chyba dziś szans, zatem nikt poza Szopką na atencję przywróconej domowi Hannie, chyba się dziś nie załapie ;)
05-05-2014 Powrót Państwa do domu
Wyraźna różnica między psem a kotem zaznacza się między innymi w tym, jak witają powracających do domu właścicieli. Taka oto sytuacja miała miejsce w dniu wczorajszym, kiedy to po tygodniu wojaży wróciliśmy z majówki. Zwierzakom w czasie naszej nieobecności krzywda się nie działa. Mieszkał z nimi dziadek, rozpuszczający je ponad miarę. Ale tęsknota była faktem.
I otóż, gdy nastąpiła chwila cudowna, ponownego połączenia rodziny, dwie kudłate postacie zadziałały następująco:
Postać nr 1 mknie niczym furia do bramy i nie pozwala jej spokojnie otworzyć. Skacze wokół auta, jak gdyby zamontowano jej buty z kauczuku. Kompletny brak panowania nad emocjami podkreśla fakt walenia bez opamiętania w karoserię ogonem i czaszką. Próby głaskania i tulenia nie dają efektu. Furia szczęścia nie potrafi się ustabilizować. Jak dobrze, jak dobrze, że wrócili.
Postać nr 2 spogląda od niechcenia na przybyłą rodzinę i raczy odwrócić się tyłem. Oddech spokojny, ruch członków opanowany, jedynie ogon drga nerwowo. Nie będzie się witać, nie życzy sobie czułości, idzie, ma inne sprawy. Generalnie jest obrażona. Pojechaliście sobie? OK, trzeba było nie wracać. Radziłam tu sobie bez was doskonale. Dopiero wzięta na ręce i nieco przymuszona do poddania się głaskaniu mięknie i wbrew własnej woli i chęci ukarania tych podłych ludzi, zaczyna mruczeć. Mruczy i mruczy i z każdą chwilą czuje, że wybacza, że może jednak będzie ich trochę lubiła, no dobrze, niech będzie - fajnie że wrócili.
26-04-2014 Termokot
Można po wymoknięciu i wymarznięciu, gdy człek potworom w występach towarzyszy, ogrzać się ciepłym kocykiem. Można napalić w kominku, golnąć kielicha lub wdziać wełniane skarpety i łapcie. Ale nic nie rozgrzewa mocniej niż TERMOKOT. Szkoda, że jest tylko jeden i tym razem ja się nie załapałam ;)
| Termokot z załączoną funkcją grzania |
| Termokot z funkcji grzania przechodzi na funkcję spania |
24-04-2014 Drapanie na dwie ręce
Zgodnie z poglądami Szopki i Gamzy Hanna ma dwie ręce głównie do celów kiziania.
A Hanna kizia, tłumacząc brak możliwości oddania się czemukolwiek innemu koniecznością trwania w kizianiu. Zgodnie z zasadą: "nie mogę, kot na mnie leży". Plecaka nie spakuje, spać nie pójdzie, gdyż kiziać musi. Panna Kizialska.
Każdy szanujący się bloger wie, a i ja zaczynam coś kminić, że ochrona praw autorskich, twórczości własnej, haseł, loginów, danych osobowych i wszystkiego, co w sieci wykraść można, to sprawa najwyższej wagi. Dlatego też istotnym jest aby NIGDY, PRZENIGDY, nie zostawiać odpalonego komputera bez opieki. Chyba, że się zablokuje dostęp.
Mój szanowny pracodawca wykształcił mi w tym temacie nawyk służbowy już grubo ponad 7 lat temu. Dzięki niemu, w robocie, choćby się paliło, na łeb z sufitu sypało i choćby najciekawsze plotki i sensacje wywlekały mnie sprzed stanowiska pracy, nie odlezę nie zablokowawszy dostępu.
W domu jest trudniej, gdyż sprzęt domowy konieczności takiej nie przewiduje i blokowania hasłami nadworny informatyk - małżonek nie wprowadził. Beztroski i niefrasobliwy trzpiot, ot co!
Dlatego też postanowiłam nająć ochroniarza. Na godziny. Z wypłatą w wędzonych szprotkach. I chroni. Jak lew niemal, jak tygrys, jak pantera dzika. Na umowę zlecenie, bo póki co - na etat jeszcze mnie nie stać. Ale perspektywy są...
Voilà - STRAŻNIK BLOGA I FACEBOOKA - Szopka Nieustraszona!
A, że ochrona to fach ciężki i wyczerpujący...
...czasem wytrzymać po prostu się nie da...
... i trzeba, zwyczajnie trzeba, przydusić komara na służbie!
I to by było na tyle ;)
12-04-2014 Spotkanie po latach
Życie pełne jest niespodzianek.
Szczególnie bywa ono obfite w niespodzianki wówczas, kiedy całkowicie się tego nie spodziewamy. Może w tym nawet nic dziwnego, bo spodziewawszy się pozbawiamy zdarzenia cech zaskoczeina.
W sobotni, kwietniowy poranek niespodzianka w postaci czarnej, puszystej i dostojnej zaatakowała tatusia i Krzysztofa na pobliskiej wycieczce rowerowej.
Wycieczka nastąpiła z konieczności poszukiwania prostego chodnika, bo Krzysztof po długich zimowych miesiącach zapadł na zaburzenia pedałowania. Nie dość, że przerwa haniebnie długa, to i rower doroślejszy, większy, poważny. Zeszłoroczny poszedł na służbę do młodszego, zaprzyjaźnionego basałyka.
Zatem panowie poszli pedałować, a tu z krzaków wypadł i w ramiona im wskoczył czarny stwór. Dopadł ich i do krzysztofowego tatusia łasić się zaczął z natarczywością wielką i nieustępliwą. A tatuś ów, wydobywszy zasób wspomnień sprzed lat kilku, stwierdził z wielkim zdziwieniem, że to FELEK!
Był bowiem czas taki, strasznie, strasznie dawno temu, kiedy skład naszej rodziny wyglądał zgoła inaczej. Był tatuś i mamusia, była mała córeczka Hania, bokserzyca Gamza i Feluś. Krzysia nie było całkowicie, a Szopki jeszcze bardziej.
Jednak pewnej grudniowej nocy Felek poszedł i nie wrócił. Dni zimowe mijały, a mróz trzymał siarczysty, a tu nic. Przepadł gdzieś Feluś - myśleliśmy. I smutno było i ckno. Zwłaszcza Gamzie i Hani.
Lat minęło ponad 5. Rewolucje mniej i bardziej krwawe przetoczyły się nad domem. Tatuś wyłysiał, Gamza posiwiała, Hanna wydoroślała nad wyraz i na świecie pojawił się Krzyś, który zdążył już przerosnąć tamtą małą Hanię od Felka. Dodatkowo w rodzinie pojawił się kolejny kot, zastępując Felusia w temacie polowań po okolicy. Szopka bowiem objęła kocią władzę nad domem.
07-04-2014 Życie emerytki
Emerytka ma swoje prawa. Odpoczywa, wiedzie życie spokojne, ustabilizowane i rozsądne. Emerytka większość dnia spędza statycznie. Kontempluje rzeczywistość lub drzemie. Bo też i co ma czynić. Roboty żadnej, a w kościach łamie, łeb ciąży, wzrok całkiem nie sokoli, raczej nietoperzeją ślepia, a gdy wilgoć, lumbago łupie.
Emerytka okupuje swój fotel. Czasem kanapę, gdy nikt nie widzi. Póki nie pogonią jej precz. A jeśli pogonią, złazić będzie w tempie ślimaczym, sapiąc, mrucząc i patrząc z wyrzutem wyblakłych ocząt. W południe poderwie się czasem i średnio dziarskim krokiem poczłapie do ogródka, siwy pysk do słońca wystawić i dla odmiany poleżeć na trawie.
Tak emerytka żywot swój pędzi sobaczy. Sobaczy - bo suką jest i basta. Niegdyś - szlachetne bokserskie kształty, bokserski wigor i stały uśmiech, dziś - eh, nie ma o czym gadać.
Zatem emerytka jest suką stabilną. Grzeczną suką jest i niekłopotliwą. Pomijając jeden drobny wyjątek. Jako pasjonatka przyrody, całkiem i bezsprzecznie jest EKO i fascynuje ją segregacja śmieci. W dodatku, w tym dość drażliwym temacie, nie ma za grosz zaufania do swojego pana. I kiedy stają przed domem przygotowane do wywleczenia worki, w 3 kolorach elegancko i zgodnie z umową śmieciową, suka (jeśli tylko jej nie upilnować) przeprowadza weryfikację i selekcję zawartości. I wtedy ospałość znika, lumbago precz. Stara potworzyca w 3-5 minut potrafi dokładnie rozparcelować zawartość worków i elegancko rozsiać wszystko po calutkim ogródku. Calutkim, żadnemu kątkowi nie przepuści. Zapytana o przyczyny - twardo i z zacięciem milczy, karcona - wykazuje skruchę, jednak chęci poprawy brak. Pan całkiem nie chce zrozumieć, że to takie piękne zajęcie rozkładać zawartość worów w nadziei na ciekawe wonie i smaki. Pan nie docenia jej wysiłku i dbałości o dokładną segregację. Pan nie powinien sarkać, tylko przyłączyć się do wdzięcznych igraszek. Pan, trzeba to przyznać, w tym względzie jest buc, fanfaron i prostak. Niechaj zatem to wszystko pozbiera skoro musi, a emerytka pójdzie cierpieć na fotel. Weltschmerz odczuwać głęboki, aż nadejdzie kolejna drzemka ;)
| Emerytka w szponach Pani Mniejszej :) |
06-04-2014 Polowanie
Oto dziś, w ten spokojny, wiosenny dzień, nastąpił brutalny przełom w osobowości Szopki. Kota, dotychczas przyjaźnie nastawiona do świata odkryła w sobie instynkt łowcy. Wykazała się sprytem i odwagą niemal straceńczą i przyniosła do domu pierwszą prawdziwą, upolowaną przez siebie mysz. W prezencie, dla ukochanego pana Pitera. A ten buc jeden strzelił focha i zupełnie nie wyraził zachwytu. Całkiem nie uważa, że to cudownie. Nie pochwalił zwierzątka, nie nagrodził i nie dopieścił. Jak tak można, ja się pytam? W temacie myszki jestem w 100% po stronie zwierzątka, choć pewnie zostanę za to obsobaczona od góry do dołu ;)
| Wygląda na to, że za zwykłą myszkę można trafić do pudła :P |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz