piątek, 21 marca 2014

Wiosenne rewolucje

I wreszcie ciepłem powiało. Kominek i termofory idą w odstawkę. Grzejemy się w słonku. Kot pchał się na parapet w pokoju dzieci już od świtu. Tylko tam daje się złapać poranne promyki, bo tylko tamto okno patrzy na wschód.

Tatuś zarządził do wiosennego śniadania sałatę z pomidorami. Sałata lodowa - więc smakuje jak lody. Nikt zatem nie powinien wybrzydzać. Krzysztof miał poważne wątpliwości czy pomysł z sałatą ma sens, ale tatuś zaargrumentował, że od takiej sałaty bardzo szybko się rośnie. A że ojcu wierzy się na ślepo, więc dziecię wrąbało całą michę latając po każdej łyżce do lustra i sprawdzając czy już widać efekty. Na koniec z zadowoleniem stwierdził, że teraz to on już wygląda jak pięciolatek, a nie jak czterolatek i w zasadzie to już niedługo będzie mógł chodzić do szkoły.


Urósłszy odpowiednio po sałacie, Krzysztof się zazielenił. Dziś w przedszkolu dzieci witają wiosnę, strój w odpowiednich barwach jest zatem obowiązkowy. Lekki zgrzyt napotkałam przy spodniach, bo zielone tylko lampasy. Szczęśliwie udało się go przekonać, że nawet drzewo nie jest całe zielone, przecież  pień i korzenie ma brązowe. I Krzysztof jest dziś drzewem. A na drzewo wlazł pies, bo na zielonej bluzce ulokowana jest pomarańczowa psia morda. Tu, o dziwo, zastrzeżeń nie było. Z tajemniczych względów pies na drzewie nie obudził zdziwienia.

Z ulgą zarządziłam wrzucenie zimowej kurtki do prania. Drzewo samodzielnie upchnęło ją w pralce z dużą przyjemnością i dołożyło samo z siebie czapkę i szalik. Zimo precz! Tymczasem przedmiotem rozważań i dyskusji stał się dylemat obuwniczy. Otóż Krzysztof dysponuję jedynym, wyciochranym i kontrastującym z wymogami estetyki obuwiem wiosennym, noszonym już od zeszłego roku. Obów ten był niegdyś elegancką parą brązowych butów, takich co to i do garniaka i do dżinów się nada. Jednakże użytkowany w sposób intensywny zmienił się w masakryczną parę powycieranych rozkłapów, które co prawda trzymają się jeszcze kupy, ale zalatują obciachem. A Krzysztof zmianie obuwia stawia stanowcze veto. Kocha on te buciska uczuciem wielkim, bywało że spać chciał z nimi i pokusom nowości nie zamierza ulegać. A kuszę już od dni kilku wytaczając coraz poważniejsze wirtualne działa: czerwone adidasy z Zygzakem McQueen’em, niebieskie na srebrny rzep z samolotami,a nawet super bajeranckie, co to mrugają światełkami podczas chodzenia. Przecież każdy chciałby takie mieć, a Krzysztof woli swoje rozkłapy.

Dziś jednak nastąpi atak frontalny. Postanowienie mam bowiem głębokie, by zamiast pokazywać mu szalone możliwości obuwnicze w internecie, zawlec go po prostu do sklepu. Niech potwór sam sobie coś wybierze, bo dłużej stóp tak obutych nie zdzierżę! Jeśli tylko plan się powiedzie, rozpoczniemy wiosnę od rewolucji obuwniczej zakończonej, mam nadzieję, empirycznym doświadczeniem porównawczym w nowych butach na placu zabaw.

Oby się sprawdziły :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz