Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wielkanoc. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wielkanoc. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 22 kwietnia 2014

Awantura o sernik

Jak jeść słodycze , to z klasą, z uwagą i należną im atencją. 

Jak pławić się w słodkościach, to na pełnym luzie, dopełniać nimi piękne i doniosłe wydarzenia, uświetniać uroczystości i spotkania rodzinne. 

Bo słodkie chwile są jak święta.

Od pewnego czasu w naszym domu nastąpiła reglamentacja tych chwil. Brutalnie zostały zamknięte w przestrzeni 24 godzin zwanych środą i 24 godzin zwanych sobotą. Potwory zgodziły się z argumentacją rodziców, pod warunkiem umożliwienia im wyboru, jakim dobrem będą raczyć się w dniach słodyczowych. Oczywiście w granicach rozsądku ilościowego i w miarę możliwości - jakościowego. Co prawda, za samo wprowadzenie ograniczenia łakoci do 2 dni w tygodniu zostałam obsobaczona i wyzwana od złych matek za pośrednictwem Facebooka, jednakże ta kwestia nie podlega dyskusji, ma swoje głębokie uzasadnienie i zapewne wyjdzie na zdrowie nie tylko dzieciom, ale i rodzicom. W tym względzie krytyki się nie ulęknę.

Dzieci już we wtorek planują, co pożrą w środę. wydłubują monety z portfelików, przeliczają, negocjują, nęcą. Obecnie z racji postępującego ocieplenia, najbardziej pożądane są lody. Najlepiej konsumowane na dworze, w wafelku lub na patyku. Bo to znacznie większa frajda niż takie z talerzyka z łyżeczką. Talerzykowe są nudne. Nie wiem czemu, ale tak właśnie jest. Przy czym im wyższy stopień upaprania się lodami, tym większa rozkosz podniebienia. Dziwne, ale prawdziwe.

W sobotę, z racji większej mniejszego obłożenia obowiązkami, jeśli tylko czas pozwala, tworzymy łakocie domowe: ciasteczka, babeczki, desery, galaretki i budynie. Daje to szansę rozłożenia przyjemności w czasie, bo czym innym jest kupić, zjeść i zapomnieć, a czym innym tworzyć dzieło od podstaw, włącznie z samodzielnym skoczeniem po mąkę czy cukier puder do sklepu na rogu. Warto odliczać dni do takich chwil. Wyczekane pachnie intensywniej, głębiej, pełniej. A radość z samodzielnego wykonania łakocia smakuje rozkoszniej niż on sam.



Dlatego też i w ostatnich dniach dzieci z przyjemnością doświadczały udziału w domowych wypiekach wielkanocnych. Samodzielnie popełniły muzyczne mazurki, które dostarczyły im mnóstwa uciechy. Z zapałem gniotły kruche ciasto, z nie mniejszym zapałem produkowały polewę i układały na niej suszoną żurawinę. Doświadczeniem najbogatszym było jednakowoż wylizanie gara po polewie. Tu potwory wykazały się nieprzeciętną dokładnością i precyzją. Żebyż one jeszcze z takim pietyzmem sprzątały po swoich kulinarnych szaleństwach...



Tatuś, usiłując konkurować z dziecięcymi mazurkami postanowił popełnić pierwszy w życiu sernik.
Nie był jednak samowystarczalny w tym temacie, bo to dzieci, przy okazji własnego wygniatania, elegancko wykonały tatusiowi kruchy, kakaowy spód. Dało im to prawo partycypowania w prawach autorskich do dzieła i zamknęło tatusiowi możliwość czynienia przechwałek, że sernik wykonał samodzielnie.

Mazurki wyszły doskonale. Sernik w piekarniku rósł dzielnie, przy czym ubaw mieliśmy po pachy, bo tatuś strzegł wypieku jak ognia. Podejść ni tupnąć nie pozwolił, wartę pełnił bohatersko i wytrwale, tylko dzidy mu w garści brakowało. Albo halabardy. Skarb sezamu udał się wyśmienicie, jeśli pominąć błyskawicę, która przecięła jego złocistą powierzchnię, w postaci niezaplanowanego pęknięcia. Dodatkowo, z jednego boku widoczne było niewielkie uszczknięcie, powstałe w sposób naturalny w procesie pieczenia. 

Sernik opuścił piekarnikowe pielesze i lśnił słodkim pięknem na kuchennym bufecie. Dodatkowo roztaczał nieprzeciętne wonie, nie pozostawiając wątpliwości, że pod względem cukierniczym w domu jest już świątecznie. Tymczasem każdy z nas poświęcał się w oddali swoim obowiązkom. Większość przebywała w ogródku. Tatuś zszedł z posterunku, alarmu nie podłączył, ochrona sernika była niemal zerowa. I dopiero przy wieczornej inspekcji na jaw wyszła zbrodnia.

KTOŚ - postać bezwzględna, bezlitosna i godna potępienia popełniła zbrodnię na serniku! Zbrodnię haniebną i nieodwracalną, okrutną i podłą. Wspomniane powyżej naturalne uszczknięcie zostało poszerzone, pogłębione do tego stopnia, że rozprzestrzeniło się na całej powierzchni bocznej słodkiego okręgu. W efekcie sernik wyglądał, jak poszarpane na krawędziach jojo, smętne i zupełnie niedostojne. Tatuś wpadł w szał. Miotał się po mieszkaniu w poszukiwaniu profana, wykonywał przegląd ludzkich palców, kocich wąsów i psich fafli. Mało brakowało, a zaglądałby nam w zęby. Grzmiał falą kontestacji i żalu. Ostatecznie zbrodniarz, przygnieciony ciężarem poczucia winy, z głębokim szlochem przyznał się do grzechu tłumacząc, że nie wie jak to się stało, że to samo się zrobiło. Zbrodniarz nie chciał, ramiona same popchnęły łapy do działania, zmusiły knykcie do zagłębienia się w słodką rozkosz, a następnie też same knykcie wpychały puszyste, białe okruchy do paszczy. Paszcza także nie chciała, ale nie zdołała przerwać żeru. I zło stało się faktem.

Wieczór minął w atmosferze potępienia. Tatuś nie mógł otrząsnąć się po stracie, jaka niespodziewanie na niego spadła. Atmosfera była tak ciężka, że nieszczęsny sernik nie został nawet uwieczniony na zdjęciach. Dzięki temu jednak tatuś nie dysponuje żadnym materiałem dowodowym. Sernikowe jojo zostało spożyte w święta ze smakiem przez wszelkich nawiedzających dom gości i każdy poza tatusiem patrzył na zbrodnię z rozbawieniem. Głębokie zrozumienie dla zbrodniarza pogłębiał fakt wyjątkowych walorów smakowych, jakimi cieszył się sernik. 

Pozostaje wysnuć wniosek, że jedynym rozwiązaniem, które zmyje ciężar winy ze zbrodniarza i poczucie nieszczęścia z tatusia, jest ponowne i wspólne wykonanie kolejnego sernika. Jako osoba trzecia, obserwująca problem z boku, sugeruję zarezerwować dla tych celów najbliższą sobotę.

A kto był zbrodniarzem - nie powiem. Istnieją granice donosicielstwa. Kto chce i potrafi niech się sam domyśla :P

sobota, 19 kwietnia 2014

Wielkanocne jaj zdobienie


Pisanka się toczy za drugą pisanką - 
To malują jaja Krzysio razem z Hanką.
Farba chlapie w koło, pędzel dziarsko skacze,
Cały wypaprany stół i dwa smarkacze,

W barwnych plamach krzesła, podłogi i ściany,
Zając i baranek też wymalowany.
Bo zdobienie jajek, gdy Wielka Sobota,
To jest najważniejsza psotników robota.

Niech się rząd pisanek toczy w barwne koło,
I niesie Wielkanoc szczęśliwą, wesołą.
Niech każdy się w pędzie, na te dni zatrzyma,
I czas odda bliskim, bo grunt to rodzina!

Hania z Krzysiem grzecznie składają życzenia:
Uśmiechu i zdrowia, fartu, powodzenia.
Żeby każdy lekko wiązał koniec z końcem -
Życzą Wam najmilsze potwory pod słońcem!

Do życzeń dołącza się rodzina cała:
Mama, tata, psisko i kocina mała.
A gdy pozjadacie jaj i ciast bez liku
Wracajcie poczytać o nas w "Teatrzyku".



A na deser: muzyczne mazurki wykonane potwornymi dłońmi.
Smacznego :)