ZAPISKI PRZED DEBIUTEM:
- Potwory, co robicie? - pytam grzecznie, zaglądając do ich pokoju.
- Potwory, co robicie? - pytam grzecznie, zaglądając do ich pokoju.
- Bawimy się - pada enigmatyczna odpowiedź.
- To widzę. Ale w co? - dociekam, bo ciekawską mam naturę.
- W teatrzyk na dwa potwory - odpowiadają niewinne dzieciątka z uśmiechem.
Tak powstaje poplątanie fikcji z rzeczywistością, od którego można postradać zmysły.
Po wnikliwym podglądactwie mogę mniemać, że ćwiczą układy przed występem w Manufakturze. Bo oto Krzysztof staje w sobotnie przedpołudnie pierwszy raz na scenie w charakterze pędziwiatrowego debiutanta. Przed nim konieczność sprostania dwóm numerom tanecznym i presji tłumu. Sceniczne deski łódzkiej Manufaktury już na niego czekają. Zapewne niecierpliwie. A Krzysztof przeżywa.
Po wnikliwym podglądactwie mogę mniemać, że ćwiczą układy przed występem w Manufakturze. Bo oto Krzysztof staje w sobotnie przedpołudnie pierwszy raz na scenie w charakterze pędziwiatrowego debiutanta. Przed nim konieczność sprostania dwóm numerom tanecznym i presji tłumu. Sceniczne deski łódzkiej Manufaktury już na niego czekają. Zapewne niecierpliwie. A Krzysztof przeżywa.
- Mamo, mam prawdziwy strój. Na scenę. Czy ty wiesz jakim on jest kolorem?
- Całkiem niebieskim - odpowiadam, bo osobiście wieszałam go w szafie.
- Nie mamo, to nie jest prawdą. On jest niebieski z różowym kwagratem!
No i trudno się nie zgodzić. "Kwagrat", a zasadzie prostokąt - na klacie jak byk. Durnie wyskoczyłam z tym "całkiem" niebieskim.
Krzysztof zatem, w towarzystwie 4- i 5-latków zostanie wypędzon na scenę i zagonion do tańca. I przewiduję 3 możliwe scenariusze:
1. Zwieje ze sceny zanim dotrą do jego usząt dźwięki pierwszego numeru.
2. Zawiesi się i odstoi jak słup soli cały utwór, podczas gdy inne przedszkolaki będą tańczyć.
3. Zaskoczy mnie i dumą napełni bez miary i zatańczy jak prawdziwy sceniczny wyga.
Aż do startu imprezy gotowa jestem przyjmować zakłady w tym temacie. Osobiście mam swój typ, w zakresie rozwoju wydarzeń. Ale debiut to debiut. Każdy przez to przejść musi.
Tymczasem stara wyjadaczka scen wszelakich nie pietra się wcale, nie stresuje i w temacie manufakturowego koncertu całkiem jest wyluzowana. Bo to już jej któreś z rzędu manufakturzenie. Uodporniła się i tyle.
| Lans na rynku Manufaktury w 2012 |
Hanna w stroju do hip-hopa szalała po rynku Manufaktury nie mogąc doczekać się na swoje wejście na scenę. Co chwilę znikała mi z oczu w tłumie identycznie ubranych Pędziatrów. Z racji chustek na głowie roztańczone furie upodobniły się do siebie i ciężko było wyłowić własnego potwora. Więc matki jak kwoki zgarniały na kupę wszystko, co pomarańczowo-czarne i skaczące jak na sprężynach.
| Słoneczna Manufaktura 2012 |
Tym razem jadę pełna nadziei, że będzie lepiej. Zgodnie z tradycją baterie w aparacie padają przed wyjściem z domu. Zgodnie z tą samą tradycją nie mamy żadnych innych i konieczne jest nabycie nowych, na biegu, gdziekolwiek, byle szybko. Eh, cali my! Potwory jednak troszkę doroślejsze i przynajmniej teoretycznie zmądrzały. A i ja rozwinęłam metodologię kontroli i perswazji. Damy radę :)
ZAPISKI PO DEBIUCIE:
| Lans w domu, bo za oknem leje |
Potwory biegają po deszczu ganiając się między barierkami. Bezskutecznie usiłuję nadążyć za nimi wzrokiem, jednocześnie nasłuchując, czy aby grupa któregoś z nich nie idzie zaraz na scenę. Zmiana butów na baletki mija się z celem, Krzysztof jednakże lata już w stroju występowym - wyfluganym i mokrym niemal od początku.
- Posypałaś mnie deszczem! - warczy z pretensją na Hankę, której woda pryska spod kopyt.
No faktycznie, jakby wcześniej nie był "posypany".
| I domowa rozgrzewka... |
Krzysztof dał radę. Profilaktycznie ustawiony z tyłu, jednakże nie usiłował rozrabiać, fachura, że ho ho. Ja oczywiście wzruszona do łez, bo przecie moje maleństwo na scenie, takie dzielne i dorosłe. Ale 2 minuty mijają, wywlekam z ucha parasol sąsiada i pędzę zwlec dziecię ze sceny.
Po nim następuje dokładnie ta sama sytuacja z potworem większym i powtórka z potwora mniejszego, bo tańczy twardo dwa numery. Drugi numer Hanny zostaje odwołany z powodu nasilającego się potoku z nieba, za co odczuwam głęboką wdzięczność dla szefostwa zespołu. Zupełnie przemoknięta targam potwory do auta, ucho mi nieco nawala po kontakcie z parasolem i czuję, że w butach mi chlupie.
Ale warto było. Sama nie wiem czemu, ale warto. Chociaż w nosie mnie kręci i podejrzewam, że nadchodzi kichanie. Widzę jednak, że potworzyska zadowolone. Żłopią gorące kakao na rozgrzewkę, tatuś napalił w kominku i popija herbatkę z prądem. Może unikniemy kataru, a debiut stał się faktem. Mamy go za sobą i Krzysztof może się uważać za Pędziwiatra pełną (choć nieco mokrą) gębą ;)
| 2012 |
| 2014 |
