Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zespół fletowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zespół fletowy. Pokaż wszystkie posty

piątek, 21 marca 2014

Filuterni fleciści

Flet to urządzenie proste. 

Zwłaszcza flet prosty ma to do siebie, że prostym być musi. 

Ot, twardy drąg z dziurami wydłubanymi ze stron wszelakich. I może służyć wielu celom. Można nim gwizdnąć komuś w ucho, gdy zalezie za skórę, albo pukać rytmicznie w stół doprowadzając tym innych do szału. Można przebiec z fletem w garści wzdłuż płotu z metalowych prętów i pobudzić tym do szczekania wszystkie psy w okolicy. Można robić dziury w cieście i piasku, można nim walczyć jak mieczem lub dźgać przeciwnika jak dzidą. Możliwości są nieograniczone. 

Ale Hania etap fletowych eksperymentów ma już dawno za sobą. 

Hania to wie - we flet należy dąć. 

W dodatku dąć nie byle jak, bez ładu i składu. Tak dąć może sobie Krzyś. Albo tatuś. Hania dmie w sposób zorganizowany. Wręcz rzec by można, że dęcie odbywa się w porządku, ładzie i starannej kolejności, jakiej trudno dopatrzeć się we wszelkich innych działaniach Hanny. Kierunek temu dęciu nadaje gromada nut osiadłych dostojnie na rozpiętych drutach pięciolinii. Jak stado wróbli siedzą i najwyraźniej do Hanny przemawiają, bo ona wie dzięki nim jak i kiedy dmuchać i które otwory fletu palcami zatykać. Ma to w sobie coś z czarów, bo ani z Krzysiem, ani z tatusiem, ani ze mną te wróbliska gadać nie chcą. Ale Hanna zna je doskonale i egzystuje z nimi w pełnej symbiozie. 

Dzięki tej muzycznej wiedzy tajemnej zdarzają się w życiu Hanny dni fletowego koncertowania. Stan to niezwykły i niecodzienny. Oto Hanna, w wielkiej gromadzie dojrzałych jak ona flecistów, stoi i z powagą godną zawodowego instrumentalisty uprawia szlachetną sztukę muzykowania. Podkreślam - stoi. Spokojnie. Nie biega, nie skacze, nie kręci się, nie podskakuje, nie wiruje, nie tańczy. Trwa niemal w bezruchu, jeśli nie liczyć przebierania palcami po otworach fletu, wodzenia oczami po nutach i dęcia. I inni fleciści też stoją i dmą. I dęcie to niezwykle jest miłe dla ucha i budzi aplauz i podziw. Przyjemne to bardzo uczucie i nic dziwnego, że fleciści dmą z wielkim zapałem. Ciężko uwierzyć, że to te same szalone głowy, filuty i gagatki, które na co dzień zumbują, twistują i rock&roll'ują, pędzą z wiatrem i w miejscu nie usiedzą dłużej niż wymaga tego nabranie dwóch czy trzech oddechów. To magia czyniona niewidzialną różdżką Pani Janiny, że stado ruchliwych Pędziwiatrów zmienia się w stonowany i poważny Zespół Muzyki Dawnej. Na krótko. Na moment, trzy kwadranse lub godzinkę. Potem szaleństwo wraca i znów wiatr ich pędzi. Ale warto uchwycić tę chwilę, bo jest wyjątkowa :) 

Każdego kto czuje się gotów, by naocznie i nausznie doświadczyć tych czarów zapraszam już w niedzielę 23 marca ok. godziny 9:40 do kościoła św. Rafała Kalinowskiego w Wiskitnie :).