Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fochy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fochy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 kwietnia 2014

Salta i skoki kontra furia

Złość jest rzeczą ludzką.

Gniew, wściekłość, furia i poczucie, że jest się Etną przed wybuchem nie jest wyłączną domeną dorosłych. Dotyczy także (a może nawet jeszcze bardziej) dzieci. Powoduje, że nadmiar emocji wędruje na zewnątrz delikwenta i z siłą wulkanu uderza w to, co akurat napotka na drodze. 

Najczęściej w rodziców lub dziadków. Chyba, że antenaci będą mieli fart i się napatoczy coś innego. Zabawka, drzewo, koleżanka, krzesło itd. Ryknięcie, grzmotnięcie w coś pięścią, trzaśnięcie drzwiami lub kopnięcie daje efekt katharsis i człowiek ze spokojem wraca do chłodnej analizy sytuacji. Łapie dystans.

A kryzysy zdarzają się niemal codziennie. Bo oto chociażby jest niedzielny poranek, a podła matka zapodaje potworowi nr 1 do rozwiązania przykładowy test przed czwartkowym egzaminem dla trzecioklasistów. No wściec się można. I człowiek głęboko rozżalony, siedząc półdupkiem na krześle i zerkając do chwilę za okno stara się odwalić raz-dwa przykry obowiązek. Po czym dowiaduje się, że niestarannie, byle jak i (o zgrozo, to już przeginka!) to najdłuższe, ostatnie zadanie TEŻ!!! A pewność niemal była, że tego najdłuższego da się uniknąć. Jest dramat, wapory rosną w siłę. Nic nie daje udawanie, że się tego nie umie. Wredna matka wie, że to nie jest trudne, tylko się nie chce. Szlag by to, aż chce się rzec "Do ogona! Do ogona! Do ogona!" (bo "do dupy" jest przecież brzydko).

Potwór nr 2 tuli pada do łona. Albowiem niedziela jest tym dniem cudownym, kiedy wolno trochę pograć na konsoli. Zatem potwór chce chłonąć, ponapawać się, pozagłębiać w tę rozkosz aż do brutalnej chwili odcięcia. Potwór zatem gra. Już zdążył się obrazić, gdy przegrał wspólne wyścigi. Przecież mieliśmy wygrywać na zmianę, a tu zła rodzicielka ośmieliła się dwie trasy przejechać pierwsza. Niesprawiedliwie go ograła i podle. Nie fair. Przy okazji następuje znamienny dla okoliczności dialog:

Potwór nr 2: Jak wygrasz, to nie będę cię całował!
Zła matka: Będziesz, będziesz, bo i tak mnie kochasz.
Potwór nr 2: To się jeszcze okaże!

Potwór zatem gra sam. Stwierdza, że będzie kochać i całować, jak tylko skończy kolejny poziom. I między levelami kocha i całuje. Aż do chwili, gdy słyszy, że ten level jest już ostatni i kończymy. Potwór czuje, że to nie jest w porządku. Póki ostatni level trwa, da się tę perspektywę jakoś znieść, ale później następuje brutalne użycie przycisku On/Off. No żesz ty. "Kurda jasna" - mawiał potwór we wczesnym pacholęctwie. Teraz cedzi jedynie przez zęby: "Nie fair! Nie fair!" I znów grozi brakiem całowania. Niepocieszony siada z kredkami i mazakami do swoich książeczek i malowanek z zastrzeżeniem, że będzie rysować szlaczki NIE DLA MAMY! No trudno, muszę to jakoś znieść.

W międzyczasie obrażony potwór nr 1 kończy test razem z tym ostatnim zadaniem, które "TEŻ"!!! Okazuje się, że udało się je zrobić całkiem nieźle (jeśli pominąć stopień zabazgrolenia kartek).

Dowody rzeczowe. Nic nie ściemniam ;)

I to jest właśnie ten moment. Towarzystwo pełne żalu do świata i rodzicieli zostaje wypędzone z domu na przestrzeń otwartą i skierowane na ulubione urządzenie ogródkowe - trampolinę. A tam następuje cud nad cudy. Jakby różdżką machnąć i przekreślić niedawne bolesne przeżycia. Jakby przeskanować, odwirusować, usunąć z dzieciątek niechciane, złe oprogramowanie. Wystarczy kilka minut, a kwękające, nieszczęśliwe, obrażone i zaryczane potwory zmieniają się w radosne, pełne energii i wigoru, strzelające w świat optymizmem i uśmiechami dzieciątka. I zanim zlezą skubane z trampoliny zapomną o złości i furii, o tym że miały nie kochać i nie całować i że zła matka to ja.

A ja sobie spokojnie czekam. Kawkę sobie robię. Patrzę na piruety, salta i skoki. I spokojnie dochodzę do wniosku, że może jednak troszkę ich lubię :)

Potwór nr 1 przepoczwarza się w kochaną córeczkę
Potwór nr 2 przepoczwarza się w kochanego synka