sobota, 28 czerwca 2014

Wakacje czas zacząć

Wakacje czas zacząć. A wakacje to podróże. Wakacje to pakowanie, nocowanie w różnych dziwnych miejscach, zwiedzanie, późne chodzenie spać, lody, przygody i ogólnie pojęta laba. Wszystko to odbywa się w ściśle ustalonej kolejności, podyktowanej przez naturalny rozkład działań, rozsądek i rodzicielskie rozplanowanie. Jednakże zabarwione jest łagodną nutką spontanu i opatrzone hasłem: "bez napinki". Aż trudno określić, co w tym wszystkim jest najpiękniejsze - to pozadomowe poznawanie świata, poczucie, że ma się mnóstwo czasu, czy też możliwość rozwijania w sobie syndromu leniwca.

Najpierw jednak, zanim te chwile beztroski nastąpią, odbywa się uroczyste zakończenie roku.
Ostatni przedwakacyjny taniec...
Rzecz niby banalna i oczywista, ale jednak wymaga stosownej oprawy: eleganckiej kiecki, portek w kancik i bukietu kwiatów. Krzysztofa zakończenie roku przedszkolnego odbyło się oficjalnie już dawno, bo 9 czerwca. Dzieci poszalały artystycznie na scenie, odwaliły uroczyste ukłony i podziękowania, capnęły po torbie pełnej łakoci w nagrodę za rok ciężkiej pracy i wróciły do przedszkolnej codzienności. Zatem ostatni dzień przedszkola, pozbawiony uroczystej otoczki, stał się dniem niby - normalnym, choć wzruszającym. Tego dnia uściski i umizgi muszą bowiem wystarczyć na całe długie dwa wakacyjne miesiące. A rozstania bywają dramatyczne. Krzysztof bowiem zakochał się ostatnio w Michalinie na tańcach i w Nikoli w przedszkolu ("tylko nie mów, mamusiu, Michalinie, bo ją też kocham i byłoby jej przykro"). Czy uczucie przetrwa próbę czasu? Czy po wakacjach Nikola i Michalina będą nadal jego dziewczynami? Któż to może wiedzieć. Miłość w tym wieku bywa bowiem zwiewna i płocha.

Ostatnie świadectwo i ostatnia róża w klasie u p. Bogusi
Dla Hanny zakończenie roku jest tym bardziej ważne, że kończy się nim epoka władzy pani Bogusi. Oto z edukacji wczesnoszkolnej wychodzi ukształtowany człowiek gotowy do awansu na ucznia klasy czwartej. Sprawa poważna niezwykle. To oczywiste dla każdego. Wystarczy przypomnieć sobie to gwałtowne przejście, wygrzebać je ze wspomnień własnych, nawet jeśli są odległe. Konieczne jest zatem aby docenić tę dorosłość, aby uznać, że oto te - niedawno jeszcze dzieci - stają się młodzieżą, zupełnie nie pytając nas przy tym o zgodę. Prośby "bądź znowu moją malutką córeczką" - pozostają bez odzewu. Dorośleje potwór jeden i już! Rozstanie z nauczycielką - panią Bogusią, wcale nie dramatyczne, radosne raczej acz wzniosłe i wzruszające, a także poprzedzone bezsenną nocą, bolącym brzuchem i paroma innymi sensacjami. Bo chociaż chętnie idzie się dalej, po nową przygodę, po wyzwania, to jednak czegoś żal... I jest czego żałować. Miała bowiem nauczycielkę niebanalną, niezwykłą, wyjątkową. Pani Bogusia twardą ręką pakowała w dziecięce głowy kolejne paczki wiedzy, ale nie jak tragarz, robotnik, rutyniarz, lecz jak artysta - architekt wnętrz dziecięcych dusz i rozumów. To kapitał, który haniowej klasie nie tylko zostanie, ale - mam nadzieję, zaprocentuje lepiej niż jakakolwiek bankowa lokata.

Matka też się wzruszyła, a jakże! Wspominam sobie Hanny, jakże niedawne, debiutowanie w klasie pierwszej. Wówczas to walczyła we mnie mieszanina dumy z wyrzutami sumienia (bo przecież posłałam do szkoły 6-latka!). Prowadziłam oto dziecinę niewinną w tę dzicz, gęstwinę niepewności, w to morze przepastne i wrogie, jakim jest szkoła. Ostatniego dnia przedszkola, przed jej pójściem do pierwszej klasy pisałam: "Uroczyście informuję, że w dniu dzisiejszym utraciłam córkę - przedszkolaka. 1 września, mam nadzieję, zyskać córkę - uczennicę. Jak Hanna sama stwierdziła - między dzisiejszym wyjściem z przedszkola, a pójściem do szkoły - jest po prostu - zwyczajną dziewczyną". Dziś Hanna twierdzi, że zna w szkole każdy kąt i nie zamieniłaby swojej "budy" na żadną inną. I choć ogólnie jestem przeciwna przymusowemu uszkolnianiu sześciolatków, w przypadku Hanny było to posunięcie właściwe.

Po odebraniu nagród, świadectw, dyplomów, dzieci udają się na zasłużony odpoczynek. Ale jeszcze przed wojażami, jeszcze z tchnieniem oświaty na plecach, tradycyjnie już, bo od lat kilku, kończymy sezon naukowy konno. Hanna wytęskniona czekała na tę chwilę niecierpliwie, bo dawno nie brykała po padoku, Krzysztof przejęty, bo końskich doświadczeń ma za sobą niewiele. Ale i dla niego nie jest to debiut. Jedno luzem, drugie na lonży - muszą wytrząsnąć z głów i zadków nadmiar mądrości. Muszą opustoszyć mózgi ze zdobytej wiedzy, aby zrobić w nich miejsce na nową. Chociaż może, może, gdzieś w zakamarkach ciemnych i cichych coś jednak zostanie. Może i wakacje nauczą ich czegoś
Toruński pies - świadek doświadczeń czytelniczych
nowego, z czym wejdą w nowy rok nauki, niczym panna z posagiem. Oto na przykład Krzysztof, dopiero co, w blasku czerwcowego wieczoru, na Starym Mieście w Toruniu, nagle i niespodziewanie, opanował umiejętność czytania. Niezdarnie jeszcze i niepewnie, ale znienacka stojąc przed jedną z witryn wykrzyknął: "Tu jest napisane Rossmann! Tylko dlaczego przez dwa - n?" I się zaczęło. Krzysztof analizował każdą kolejną toruńską witrynę, udowadniając nam z całych sił, że umie czytać. I uwierzcie mi - naprawdę nieźle mu szło. Czytanie przerwała mu dopiero "papierowa pogoda" - jak malowniczo nazwał skumulowany deszcz konfetti powiązany z toczącą się lokalną imprezą na Rynku. Ale czytanie stało się faktem, który - mam nadzieję - wakacje utrwalą. Byłoby strasznie, okropnie fajnie, gdyby Krzyś wrócił do przedszkola po wakacjach jako pełnoprawny, absolutnie doświadczony czytelnik.


Już po oficjalnym ogłoszeniu wakacji, Hanna zamyka swój rok sceniczny, mocno stresującym występem w Manufakturze. Okazało się podczas niego, że akustycy to dziwni ludzie i nie zawsze znają się na swojej robocie. Hanna została elegancko zapowiedziana, wymieniono tytuły obu piosenek, które miała zaśpiewać, po czym... zaczęto od tej drugiej. Hanna miała zatem kilka sekund by z kołysankowego, lekkiego nastroju wbić się w temat znacznie bardziej dynamiczny, porywający wręcz do tańca. Ale dała radę, akustycy zaś nie zdołali uruchomić pierwszego podkładu z żadnego z dwóch nośników, aż do chwili, gdy... było już za późno, bo blok z Pędziwiatrami się zakończył. Tak bywa, ale niesmak w dziedzinie wokalnej udało się zasłodzić lodami.


Pszczoły są na wrotkach - piosenka druga, która niespodziewanie stała się pierwszą

Zatem to już. Wszystkie zadania wykonane. Wakacje czas zacząć. Labę totalną, tumiwisizm, wylegiizm łóżkowo-poranny, wieczorne długie bajdurzenie przed snem, zabawę, zabawę, zabawę... Można się cieszyć świętym, domowym spokojem. Dłuuuuuugo, dłuuuuuuugo, bo... przez tydzień. Potem się pakujemy i - w drogę :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz